sobota, 26 października 2013

II. Szybka Jazda

Wczesny rankiem detektyw obudził się. Popatrzył na Broza. On też spał, ale z uszami do góry.
- " Śmieszne " -  zaśmiał się w duszy.
Był niewyspany. Poszedł spać o 23:32 a wstał o 6:15. Nie wstał z własnej woli.On lubi długo spać. Obudził go telefon. Zadzwonił do niego człowiek który chce, żeby Gapsor rozwiązał zagadkę. Tym razem porwanie chłopca dla okupu. Rodzina jest bogata. Porywacze kontaktują się z rodziną chłopca. Chcą za niego wysoką cenę. Nawet za bardzo wysoką. Aż 16 milionów. Grożą, że jak nie dadzą takiej kwoty za tydzień zabiją chłopca. Dlatego tata chłopca zadzwonił pod ten telefon. Chce, żeby detektyw odnalazł chłopca ale i żeby nic mu się nie stało. Gapsor niechętnie przyjął to zadanie. Musi mieć pieniądze na chleb dla siebie i na karmę dla swojego towarzysza.
- " Ludzie za dużo ode mnie wymagają.Co oni ? Myślą, że jestem Bogiem ? - zaspany i zdenerwowany zadawał sobie te pytania.
51- latek ubrał się. Chciał iść do sklepu z Brozem, ale jak zobaczył, że psina dobrze śpi to nawet go nie budził.Wyszedł bardzo powoli. Wręcz skradał się. Mężczyzna darzył psa wielkim szacunkiem. Jak został detektywem to kupił sobie tego psa. Gdy wyszedł z kamienicy skierował się w stronę sklepu. Płacąc za wybrane produkty zauważył w swoim płaszczu papierek. Na nim było napisane :
28.XI.2013r. - spotkanie z szefem - godzina : 16 :45.
- No nie - powiedział na głos detektyw.
- Słucham ? - zapytał się pan sprzedający w kasie.
- Nic. Nieważne. - odpowiedział - To nie było do pana.
Gdy wyszedł ze sklepu był jeszcze bardziej rozzłoszczony. Nie dość, że się nie wyspał to jeszcze musi spotkać się ze swoim szefem. Nie lubił go. Po 18 minutach był już w domu. Broz czekał na niego pod drzwiami.
- Ale tu cuchnie - powiedział - To od ciebie Broz tak cuchnie.....Trzeba cię wykąpać.
Po zjedzonym śniadaniu właściciel i pies odpoczywali. Gapsor przewijał po kanałach. Nie wiedział co ma oglądać. Same nudne rzeczy leciały w telewizji. A jednak ! Jedna ciekawa sprawa. O to o tym chłopcu. Zabili go... a jednak.
- " Już wiem dlaczego ludzie tak chcą, żebym im pomógł. Widać jestem w tym dobry. Za co się wezmę jest dobrze, a jak nie to widać co się dzieje "
Obolałe nogi Gapsora wstały. Umył psa. Następnie wyczyścił wannę i sam się umył. Zjadł jakiś szybki obiad. Nawet nie zauważył co je. Zdawało mu się, że Broz ma tak samo. Była brzydka pogoda. Za oknami padał rzęsisty i obfity deszcz. Detektyw nie cierpiał takich pogód. Po co on mył psa ? Przecież w deszczu i tak zmoknie. Po swoich żalach założył grubą kurtkę a na to płaszcz nieprzemakalny. Wziął Broza i swój telefon. Ale chwila ... . Mężczyzna przecież posiadał małe auto. No tak ! Zastanowił się chwilę i nim pojechał.
- No i nie zmokniesz przyjacielu - odezwał się do psa.
Nic mu nie odpowiedziało. Oprócz zaspanego silnika. Gapsor jechał z dość szybką prędkością. Nawet nie zauważył a policja kazała mu zjechać na pobocze.Chcieli od niego zobaczyć prawo jazdy. Niestety zapomniał, więc jego towarzysza i jego czekał areszt.




          

piątek, 25 października 2013

I. Cmentarz

Detektyw Gapsor zmarszczył spocone czoło. Miał tak dużo roboty a nie wiedział co zrobić z tą jedną sprawą. Męczył się nad śmiercią dziewczynki. A konkretnie Betty Smiay. Zatonęła w rzecze mając 7 lat. Jej rodzice mówili, że uważali nad swoją córką, ale gdy przeleciał nad ich głowami biały ptak oderwali wzrok od Betty. Detektyw cały czas się zastanawiał. Nagle wbiegł do pokoju duży pies. Był to pies detektywa, owczarek niemiecki, wabił się Broz.
- "Chyba chce jeść " - pomyślał detektyw - " I trzeba go wyprowadzić "
Gapsor wyszedł z psem ze swojego biura. Plecy go zabolały. Długo mordował się nad sprawą Betty, a nie był on taki młody - miał 51 lat. Mężczyzna dał psu karmę. Po chwili gdy pies zjadł, założył mu na szyję smycz. Wolnym krokiem wyszedł z kamienicy. Była chłodna, gwieździsta noc. Zastanawiał się, dlaczego w Londynie o tej porze nie pada śnieg. Wyjął swoją komórkę. Widniała tam data :
27.XI.2013r. Godzina 22:41
Schował swój telefon do szarego płaszcza. Pomyślał, że przejdzie się z swoim psem na cmentarz, aby zapalić świeczkę nad pomnikiem Betty. Ten cmentarz był dość daleko, znajdował się 100 metrów od kamienicy w której mieszkał. Gdy dochodził do cmentarza zauważył osobę sprzedającą znicze i kwiaty. Podszedł tam.
- Dzień dobry - odezwała się niska i trochę tęga kobieta.
- Dzień dobry - odezwał się z chrypą Gapsor.
Gdy pani sprzedawczyni patrzyła się na Broza detektyw wykrztusił chrypę.
- Pani pracuje o tak późnej porze - zapytał się zaciekawiony.
- Tak. Jestem na nocnej zmianie. - odparła kobieta - Niektórzy chcą i w nocy pomodlić się za zmarłych.
- Aha no dobrze. Poproszę jeden znicz i paczkę zapałek.
Kobieta podała mu zamówiony towar. Zapłacił dużą cenę jak za znicze i zapałki.
Kupił co miał i odszedł.
- Jak drogo - szepnął sam do siebie.
Wszedł na cmentarz. Grób Betty znajdował się na początku cmentarza więc nie szedł za długo. Podszedł do grobu. Był na tym cmentarzu pierwszy raz, więc grób Betty widział pierwszy raz. Gdy wpatrywał się w grób dziewczynki nad jego głową przeleciał biały ptak. Oderwał wzrok.
Usłyszał wtedy głos " Zabiłeś mnie ".
- "Dziwne. Chyba coś słyszałem. Chymn... . Nie jestem pewnie zmęczony".
Wyciągnął telefon. Nic się tam nie zmieniło tylko godzina : 23:11.
- "Pora wracać do domu" - pomyślał.
I tak zrobił. Szedł do swojej kamienicy z Brozem. O tak późnej godzinie, jeździło kilka aut.
Nie wiadomo dlaczego, ale detektyw się śpieszył. Był sam na ulicy. Gdy wszedł do domu położył się na łóżku i drzemał. Broz był niespokojny.
" No tak zapomniałem zapalić znicza. Ale gdzie on jest ? " - Gapsor zadawał sobie te pytania aż wreszcie zasnął.